Assassin’s Creed Origins

Assassin’s Creed

Pierwszy Assassin’s Creed był dla mnie przełomem. Zarówno pod względem mechaniki poruszania się jak i koncepcji rekonstrukcji historycznych lokacji.
Jako świeżo upieczony architekt byłem wręcz zafascynowany z jaką dbałością o detale przedstawiono zabytkowe obiekty i pierwotną urbanistykę miast. Mimo monotonii misji pobocznych i nieco drętwego głównego bohatera (wybacz Altair), godzinami biegałem po dachach Jerozolimy dla samych widoków.

część druga

Dopiero część druga uzyskała status kultowej i dla wielu graczy najlepszej z wydanych części. Trochę dzięki poprawie mechaniki, większej ilości uzbrojenia oraz urozmaiceniu rozgrywki, a przede wszystkim za sprawą doskonale napisanego głównego bohatera i jego historii. Ezio, w przeciwieństwie do pomrukującego niczym Tom Hardy Altaira, okazał się rozgadanym, dowcipnym i pełnym uroku Włochem.
Nadało to całej opowieści lekkości i poczucia humoru, których próżno było szukać zarówno w pierwszej jak i nowszych przygodach Asasynów.

potrzeba zmian

Kolejne gry rozwijały istniejącą mechanikę. Seria miewała swoje wzloty (Revelations ♥) i upadki (nigdy cię nie polubiłem Connor) oraz próby odświeżenia koncepcji przez dodanie pojedynków morskich w niedocenionym Black Flag i Rogue. Niestety, przepych kolejnych epok i lokacji nie był w stanie przesłonić braku charyzmy bohaterów i coraz mniej angażujących wątków głównych. To nadal były niezłe gry, ale już nie takie, które pamięta się na długo po ukończeniu.
Assassin’s Creed potrzebowało zmian.

ASSASSIN’S CREED ORIGINS

Prace nad dziesiątą odsłoną serii rozpoczęto już w 2014 roku, po wydaniu Black Flag.
Co więcej, w przeciwieństwie do niemal wszystkich dotychczasowych, miała się ukazać nie po roku, a dopiero po dwóch od premiery poprzedniej.  Taką samą przerwę zaserwowano fanom między Assassin’s Creed I i II.

Kiedy pojawiły się pierwsze filmy na E3, byłem nastawiony sceptycznie. Z perspektywy czasu dopiero mogę powiedzieć, że prawdopodobnie dlatego, że nie pokazano czym tak naprawdę różni się Origins od poprzedników poza epoką, bohaterem i tym dziwacznym zastosowaniem orła. Czy warto było czekać?

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

opad szczęki

Nie wiem czy to przez egzotyczny setting, czy moją korbę na punkcie egipskiej architektury, ale ta gra wygląda po prostu epicko. Od bezkresów pustyni, po brzegi Nilu, oazy, wnętrza świątyń, piramid, jaskiń… I kiedy już myślisz, że widziałeś wszystko – lądujesz w lokacji, która powoduje opad szczęki.

[KLIKNIJ DOWOLNE ZDJĘCIE ŻEBY ODPALIĆ GALERIĘ]

Dla miłośnika architektury czy historii ta gra to jak łażenie po olbrzymiej makiecie Egiptu. Niemal idealne odwzorowanie konstrukcji budowlanych, założeń urbanistycznych, czy nawet systemów nawadniania upraw.

masa detali

Całe ten otwarty świat zdaje się żyć swoim życiem – ludzie pracujący w polu, stada ptaków przelatujące nad rzeką, czy grasujące drapieżniki. Do tego masa detali, które potęgują wrażenie. Pajęczyny palące się po kontakcie z pochodniami, skarabeusze uciekające przed nami do dziur, spacerujące po piasku skorpiony.

dźwięk

Duży plus za dźwięk. Zarówno akcenty w warstwie dialogowej jak i doskonale skomponowana muzyka, której słucham sobie teraz przy pisaniu. Co ciekawe, głos bohatera dudni po założeniu hełmu.

FABUŁA

Bayek

Bohaterem jest medżaj Bayek z Siwy, który powodowany zemstą musi stoczyć walkę z tajemniczym zakonem, przejmującym kontrolę nad starożytnym Egiptem.
Zarys fabularny nie należy może do najbardziej skomplikowanych, ale ilość zwrotów akcji oraz wiele naprawdę zgrabnie napisanych misji pobocznych czynią z Origins jedną z najciekawszych odsłon serii.

Przede wszystkim mamy okazję poznać genezę powstania bractwa Asasynów. Przy czym wreszcie towarzyszy nam postać z krwi i kości. Dowcipny, cyniczny, momentami rozbrajający samą gestykulacją podczas rozmowy. Długo przyszło nam czekać na godnego następcę Ezio, ale Bayek spełnia tę rolę idealnie.

ROZGRYWKA

bliżej do RPG

W tym miejscu przechodzimy do istoty zmian jakim poddano pierwotny format rozgrywki. Bo musicie wiedzieć, że Assassins Creed Origins znacznie bliżej do RPG niż zręcznościowego freerunu jakim były poprzednie części. Poza solidnym drzewkiem rozwoju umiejętności poziom doświadczenia definiuje nie tylko naszego bohatera i jego rynsztunek, ale również regiony i przeciwników. W związku z tym ukryte ostrze nie gwarantuje już natychmiastowej likwidacji każdego przeciwnika, a turystyczne plątanie się po mapie może zakończyć się rychłym zgonem od przypadkowej strzały mocniejszego oponenta.

broń

Wraz z rozwojem postaci możemy przekuć broń u kowala, oraz budować elementy ekwipunku podnoszące statystyki. A przyznać trzeba, że ilość wariantów uzbrojenia mile zaskakuje. Od podwójnych lekkich mieczy i chepeszy dzierżonych wraz z tarczą, przez różne rodzaje łuków po maczugi, topory i włócznie. Poza poziomem broń posiada też cechy unikalne – np. zatrucie lub większe prawdopodobieństwo zadania obrażeń krytycznych.

jest trudniej

Zmieniła się też mechanika poruszania. Jest trudniej. Nie ma automatycznego pokonywania przeszkód i wspinania się. To już nie jest ten stary radosny parkour, ale regres można wytłumaczyć chronologią. W końcu trudno by pierwsi zabójcy mieli te same, doskonalone przez wieki, umiejętności co ich następcy.

W przypadku pływania, jazdy konnej, prowadzenia wozów czy statków – postawiono na sprawdzone rozwiązania z poprzednich części, więc nie powinno z tym być specjalnie problemów. Warto jednak zauważyć, że jadąc na koniu/wielbłądzie można atakować bronią białą i strzelać z łuku w dowolnym kierunku. Walka jest też możliwa w wodzie.

orzeł

Najbardziej dyskusyjna zmiana to orzeł używany jako… dron zwiadowczy. Za jego pomocą możemy oznaczać wrogów, cele strategiczne, skarby, czy stojaki z amunicją. Osobiście nie miałem z tym problemu, a wręcz doceniłem jako ciekawy element strategii rodem z Ghost Recon: Wildlands.

Prócz głównej linii fabularnej mamy do dyspozycji zadania poboczne oraz generowane losowo misje związane z lokacjami. Obok klasycznego polowania, czy zdobywania umocnień, można też na przykład eksplorować grobowce i piramidy lub pomścić innego gracza zabitego przez wroga. Za każdą z akcji dostajemy punkty doświadczenia, które pozwalają na rozwój postaci.

CZY WARTO?

najlepsza gra o Asasynach

Podsumowując – nie przesadzałbym z nazywaniem Assassins Creed Origins RPG. Owszem – wiele elementów zaczerpnięto, by nadać nowy kierunek serii, która powoli zaczynała kopiować sama siebie, tkwiąc w martwym punkcie wtórnej fabuły i bohaterów bez wyrazu. Mimo wszystko sam cel gry i środki wykorzystywane do jego osiągnięcia, pozostały bez zmian. Niewątpliwą zaletą jest świetnie napisana historia, ciekawy protagonista oraz tło historyczne jednej z najbardziej tajemniczych i malowniczych epok.

Jest to dobry start dla tych, którzy nigdy się z Assassin’s Creed nie zetknęli, jak i długo wyczekiwana odmiana dla fanów serii. Z każdą kolejną godziną gry miałem wrażenie, że to najlepsza część od lat i dobry kierunek na przyszłość. Może kiedyś doczekamy się pełnej kreacji postaci, dialogów z opcjami wielokrotnego wyboru i wielu zakończeń… kto wie.


Wszystkie zrzuty ekranu wykonałem na klasycznej PS4
Grę do recenzji udostępnił Ubisoft

Share This!

SKOMENTUJ

10 thoughts on “Assassin’s Creed Origins

  1. Po Twojej recenzji zamówiłam mojemu ślubnemu na święta. Nie wiem tylko czy go dopuszczę do konsoli, bo kocham starożytny Egipt ;)

    PS. Jak ktoś nie ma PS+ to rzucam info, że ACO jest/będzie w promo z okazji Black Friday.

  2. Ta gra ma tak skrajne opinie, że już sam nie wiem. Po YT latają całe filmiki z bugami, co chwilę ktoś podważa spójność historyczną… Ale wygląda niesamowicie. I w końcu coś nowego a nie tylko zmiana miasta i bohatera.

    Sam już nie wiem czy brać. Serio taka zabugowana?

    1. Przez kilkadziesiąt godzin z grą miałem jeden przypadek zablokowania się modelu, więc nie wydaje mi się żeby można było mówić o „zabugowanej grze”.

      AC nigdy specjalnie nie trzymał się historii, bo jakoś trzeba było osadzić wątek Assassinów i Templariuszy w każdej epoce :) Warto jednak pamiętać, że dostajemy tu niemal cyfrową makietę wielu obiektów historycznych i miast, więc ten realizm epoki jest w dużej mierze zachowany.

  3. Brałam w preorderze. Nie wiem co się ludzie tak czepiają tego orła – dla mnie to jeden z ciekawszych elementów w tej grze. No i w końcu jakiś bohater z charakterem. Mam nadzieję że pogłoski o kolejnej części z Bayekiem okażą się prawdą.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *