Dzień po wyborach

Michno przegapił wybory. Jak się człowiek czymś specjalnie nie interesuje to nawet nie takie trudne. Poza tym były ciekawsze rzeczy do zrobienia. Tu kilka nekkerów, tam kuroliszek..

Tak jednak marudzili w internetach, że potraktowałem sprawę poważnie i od świtu czekałem na gestapo. Nie żebym miał stawiać czynny opór, ale przynajmniej chciałem im zamek otworzyć, żeby mi drzwi nie rozwalili.

I nic.Nawet dzielnicowego.

Jadąc do pracy wpatrywałem się w krajobraz szukając pierwszych oznak szumnie zapowiadanego średniowiecza.
Kolejny zawód.

Żadnych nowych pomników, lasu krzyży, biczowników. Ani jednego maleńkiego, choćby tyciego pogromu. Nawet stosów nikt nie raczył zbudować..

Cisza.

Ruch na lotniskach też bez zmian. Z szumnie zapowiadanych deklaracji emigracyjnych pozostały tylko plany na najbliższe wakacje.
Świat się nie skończył.

Co ciekawe – pierwsze co usłyszałem to t,o że wynik wyborów to moja wina. Bo nie poszedłem. Nawet nie zapytałem skąd pewność, że nie zamierzałem głosować na kontrkandydata. Szkoda czasu.

Tyle emocji z powodu wyboru, który tak naprawdę nic nie zmienia. Tylko oczekujący, że ktoś inny zmieni ich życie wierzą w obietnice wyborcze. Wyłącznie oni przywiązują wagę do wyniku. Prędzej czy później będą jednak musieli zweryfikować swoje podejście.

Bo o swoje życie i problemy musisz zadbać samodzielnie. Nikt za ciebie tego nie zrobi.

 


Tomek klasycznie mnie uprzedził. Dowód na to że wielkie umysły myślą podobnie.

Choć niektóre, jak widać, szybciej;)

Komentarze