Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands – Beta

W moich relacjach z Ubisoftem zaczynam dostrzegać pewien schemat. Im mniej interesuje mnie dany tytuł, tym większa szansa, że pozytywnie mnie zaskoczy.
Na Wildlands nie czekałem wcale.

Na Wildlands nie czekałem wcale

Raz, że od grudnia gram prawie wyłącznie w Rainbow Six Siege (o którym chyba w końcu coś napiszę), dwa – w przypadku strzelanek wybierałem do tej pory niemal wyłącznie FPSy. Głównie z powodu celowania, które w przypadku widoku z kamery za plecami bohatera, jest dla mnie mniej precyzyjne.

Niemniej, kiedy przyszedł kod do bety, ciekawość wzięła górę. Pobrałem grę i zanim się zorientowałem – minął weekend. Zacznijmy jednak od początku.

Fabuła

Jest klimatycznie

Zarys historii jest prosty. Grupka komandosów ląduje w Boliwii by zlikwidować kartel Santa Blanca. Poza walką z narkotykowymi baronami, przyjdzie nam się zmierzyć z miejscowymi jednostkami wojskowymi, a jedynym sprzymierzeńcem okaże się ruch oporu. Historię uzupełniają zdjęcia i notatki, które odnajdujemy podczas misji, zeznania przesłuchiwanych, transmisje radiowe czy nawet podsłuchane rozmowy. Jest klimatycznie.

Grafika

Widoczki potrafią zachwycić

Z tego co zdążyłem przeczytać – to element na który część osób narzeka. Przyznam, że sam po odpaleniu miałem pewne zastrzeżenia. Do uproszczonych modeli trawy, czy braku zwierząt w dżungli. Z drugiej strony – nie jest aż tak źle, byście po odpaleniu zrzygali się przez oczy. Widoczki potrafią zachwycić, zwłaszcza przy dynamicznie zmieniających się warunkach pogodowych. To nadal całkiem przyzwoita grafa, a ograniczenia mają uzasadnienie. Wystarczy popatrzeć na rozmiar mapy. Ważniejsze od fajerwerków by było płynnie. I jest.

Mechanika

I tutaj moment w którym zaczynam się rozpływać nad Wildlands. Począwszy od kreacji postaci, która ilością możliwych modyfikacji bardziej przypomina dobrą RPG niż strzelankę. Kolor, faktura i krój ciuchów, szczegółowe cechy fizjonomii. Do tego nie są permanentnie przypisane i można je edytować w czasie gry. W razie gdybyśmy chcieli razem z naszą ekipą mieć identyczne ciuchy, naszywki czy choćby tatuaże.

Do tego dodano rozwój postaci poprzez kupowanie umiejętności za punkty doświadczenia i punkty zasobów. PD dostajemy za misje i zabijanie przeciwników. Punkty zasobów, natomiast, za oznaczanie przekaźników radiowych, pojemników z żywnością, lekami i paliwem, podczas misji i eksploracji terenu.

Ilość możliwych modyfikacji uzbrojenia jest jeszcze większa. W trybie rusznikarza możemy bowiem wymieniać komponenty broni czy dronów na elementy znalezione podczas misji. Celowniki, magazynki, lufy, czy kolorystyka – wybór powinien zaspokoić nawet najbardziej wybrednych graczy.

Dzięki rozbudowanemu systemowi możemy specjalizować naszych komandosów tak by idealnie uzupełniali się w zespole.

z myślą o grze wieloosobowej

Nie zapominajmy, że Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands powstała z myślą o grze wieloosobowej. Mamy co prawda opcje dla samotników – zarówno oddział z botów do gry offline jak i matchmaking do gry online z nieznajomymi, ale dopiero przy grze z kumplami widać potencjał tego tytułu. I nie chodzi wyłącznie o idealne dopasowanie umiejętności i uzbrojenia do potrzeb drużyny. Eksplorowanie świata, wyścigi motocyklowe czy rozbijanie się helikopterem po boliwijskiej dżungli w gronie znajomych stanowią świetną rozrywkę same w sobie. 
Każde działanie ma swoje konsekwencje i umacnia, bądź osłabia wpływy konkretnych frakcji w regionie, przybliżając nas do celu gry czyli likwidacji przywódcy kartelu. Poniżej znajdziecie mapkę wraz z siatką współpracowników El Sueno. Przejście tego jednego elementu zajęło ok 8 godzin gry.

Skoro o likwidacji przeciwników mowa. Model sterowania i strzelania jest niemal idealny. Wreszcie da się jeździć samochodami i motocyklami po terenie w komfortowy sposób. Strzelając, mamy możliwość przełączenia do widoku pierwszoosobowego, a pociski zachowują się zgodnie z fizyką. Zastrzeżenia mam w zasadzie tylko do sterowania samolotem (ani razu nie udało mi się wylądować w całości) i tego że nasi komandosi nie skaczą (Ubi nie lubi:/).

Podsumowując – Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands zapowiada się co najmniej dobrze. I to już jako beta. O ile w przypadku Tom Clancy’s The Division byłem sceptyczny, tak przy tej pozycji jestem nastawiony na zakup. Mimo, że nadal nie da się skakać ;)

Share This!

SKOMENTUJ

6 thoughts on “Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands – Beta

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *