Wakacje w Trójmieście

W chwili, kiedy pisze ten tekst, nadbałtycki upał jakby zelżał. Innymi słowy – pogoda jest tak bardzo do dupy, że prognoza mogłaby lecieć z logiem Brazzers.
W zasadzie nic nowego. Nie od dziś wiadomo, że latem nad polskim morzem częściej przydają się wiatrówka, parasol i kalosze niż kostium kąpielowy.
Co zrobisz – taki mamy klimat. Nawet jeśli jeden sezon trafi się słoneczny, to przez siedem następnych deszcz leje i wiatr hula.

Czy to dobry powód, by wykreślić riwierę północy z wakacyjnej mapy? Niekoniecznie. Nadal warto tu przyjechać.
Nie dla labiryntu parawanów, spoconych pach wujków, grzebiących sobie w galotach w rytmie Despacito, czy zielonej, pokrytej wodorostami brei zwanej szumnie morzem.
I nawet nie dla tej smutnej pangi, udającej w menu wszystkie gatunki ryb Bałtyku i okolic. Mamy tu Meksyk o jakim nawet nie śnisz.
Serio – jest taka dzielnica na mapie Trójmiasta. Aczkolwiek tego akurat miejsca akurat nie polecam;)

muzea

Co w takim razie robić, kiedy pogoda nie sprzyja wypadom na plażę? Na pewno warto zwiedzić muzea. Zdaję sobie sprawę jak to brzmi. Ale, czemu nie? Zwłaszcza, jeśli historię Polski znasz tylko z memów. Poza tym Europejskie Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, czy Muzeum Miasta Gdyni to naprawdę udane obiekty architektoniczne, więc będzie okazja walnąć selfie z tłem lepszym niż hotelowy kibel.

Dla tych, którzy obawiają się, że muzea mogą ich trochę przytłoczyć, jest opcja gastro-turystyczna. W końcu nie samą pangą i flądrą Trójmiasto stoi. Mamy tutaj naprawdę masę dobrych lokali.

opcja gastro-turystyczna

Od pizzy z Czerwonego Pieca, przez kuchnię amerykańską w Billy’s i indyjską w Bollywood Launge, aż po wyborne owoce morza w Lobsterze i najwyższej klasy food pairing potraw i drinków w Eliksirze. W tym miejscu warto też zajrzeć do recenzji Maćka, który zwiedzał niedawno kulinarnie nasze okolice.
(CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2)

Jeśli szukasz rozrywki na świeżym powietrzu – mamy tu kilka parków linowych, strzelnice, gokarty, Zoo GdańskPark Oliwski czy Leśny Ogród Botaniczny „Marszewo”.

na świeżym powietrzu

Do tego całkiem sporo szlaków turystycznych, malowniczy klif orłowski, ścieżki rowerowe wzdłuż plaż i ośrodek sportów konnych „Lipce”. Jeśli komuś brak kąpieli to zawsze zostaje sopocki Aquapark, choć osobiście wybierałbym bardziej kameralne sauny i baseny, których w Trójmieście całkiem sporo.

Jak widzicie – jest cała masa możliwości i nawet jeśli taki ECS brzmi dla was jak nazwa jednostki chorobowej, może warto poświęcić jeden dzień by odkryć ten kawałek Trójmiasta, który zazwyczaj umyka poniesionym przez sopocki melanż.

Tym, którzy się nie zdecydują, pozostaje mi polecić zawsze aktualny poradnik plażowicza.

Share This!

SKOMENTUJ

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *