Winny bo przeżył

Poranny artykuł w Newsweeku i zbiorowy lincz w komentarzach skłonił mnie do zastanowienia się na ile odrealnione są opinie na temat sytuacji w których zagrożone jest ludzkie życie.

Jak zwykle okazuje się że mamy w kraju samych ekspertów od wspinaczki.Łatwo jest ferować wyroki zza monitora, kiedy tak naprawdę deklaracja „ja bym pomógł” nic nie znaczy. Nigdy nie byłem w podobnej sytuacji w jakiej znalazł się Adam Bielecki. Nigdy w takiej nie chciałbym się znaleźć. Gdybać mogę tylko że w ekstremalnych warunkach, w obliczu wyboru między życiem własnym a cudzym – nie ma znaczenia idealizm wyznawanych postaw życiowych. Działa zwierzęcy instynkt. Zerojedynkowy system podejmowania decyzji. Nikt nie ma prawa wymagać by ktoś ryzykował własne życie dla innych. Każdy uczestnik tego typu wypraw wie na co się decyduje. To nie szkółka niedzielna ani rodzinny piknik. 

Historia Himalajów to nie tylko zdobywcy. To także setki tych którym się nie udało. 

Góry potrafią pokonać nawet najlepszych. Wystarczy się przyjrzeć życiorysowi legendy polskiej wspinaczki – Jerzego Kukuczki. Zdobył wszystkie 14 szczytów o wysokościach ponad 8 tysięcy metrów by zginąć na wysokości 8 300 metrów, podczas wejścia na Lhotse  z Ryszardem Pawłowskim. Wspinaczka w Himalajach to sprawdzanie granic możliwości ludzkiego organizmu. Niewłaściwy wybór oznacza tu po prostu śmierć lub w najlepszym wypadku kalectwo.

Bielecki mówi o tym z brutalną wręcz szczerością.

W jego historii nie ma sielskiego obrazka międzyludzkiej więzi i „braterstwa liny”. Jest człowiek i śmierć. Śmierć którą spotkać może gdy tylko przestanie narzucać sobie mordercze tempo, gdy zrobi zbyt długą przerwę w drodze na szczyt. Nie ma wyboru między śmiercią własną a kolegi z grupy. Albo będzie szedł dalej sam, albo umrą obaj. Czy to byłby heroizm? Gdyby się zatrzymał i zginął razem z pozostałymi?

To wybór między ostracyzmem społecznym i poczuciem winy a zwykłym samobójstwem.

Czy mamy pretensje do ocalałych z pożaru że nie uratowali pozostałych? Nikt oprócz Bieleckiego nigdy nie będzie w stanie określić jakie w tamtym momencie były możliwości jego organizmu i czy miałby siłę dotrzeć do bazy gdyby się zatrzymał. Nikt też nie ma prawa oceniać wyboru jakiego był zmuszony dokonać. Jedyne co można to uszanować umiejętności człowieka który przetrwał piekło wspinaczki w takich warunkach i podołał wyzwaniu jakie sam przed sobą postawił.

 

Share This!

2 thoughts on “Winny bo przeżył”

  1. w tym kraju sami specjalisci – od pilki noznej, od skokow narciarskich, od alpinizmu – sami specjalisci co cale zycie w fotel pierdza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *