Za moich czasów

To już nie to co kiedyś..

Ta dzisiejsza młodzież..

Kiedyś było lepiej..

Nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy słyszałem coś takiego. Kiedy jednak próbuje sięgnąć do wspomnień..

Jedzenie może było zdrowsze, ale niekoniecznie smaczniejsze. Na półkach głównie lokalne produkty, a częściej ich brak. Fastfood oznaczał odgrzewane mrożonki. Królowały bary z zestawami obiadowymi pt.: „kotlet z psa – przemielony razem z budą”. Po latach wzięło mnie na sentyment i kupiłem sobie „oranżadę w worku”. Nie była tak dobra jak zapamiętałem. Szerze mówiąc – nie wiem jak mogłem wlewać w siebie ten syf w takich ilościach.

Jeśli ktoś miał dosyć wyrobów słodyczopodobnych mógł zaszaleć za dolary lub marki w Baltonach i Pewexach. Niestety dostęp do wspomnianej waluty był mocno ograniczony, a przelicznik wręcz absurdalnie niekorzystny.

Nasze dziecięce marzenia zazwyczaj kończyły się na przeglądaniu folderów reklamowych, którymi handlowało się na rynku. Dziś to może faktycznie śmieszyć, ale tak – naprawdę wymienialiśmy się reklamówkami zabawek. Bo zwyczajnie nie były dostępne w sklepach. Tak jak i całej masy innych produktów.

Żyliśmy obok cywilizacji, którą mogliśmy oglądać tylko na filmach

Nie było przecież internetu. Ani kablówki. Dwa smutne, ideologicznie poprawne programy telewizyjne i kilka stacji radiowych na krzyż. Komiksy i filmy animowane były czymś tak rzadkim, że sprowadzało się je za ciężką kasę. Często składając się w kilka osób na jedną sztukę. Za sprowadzenie Akiry zapłaciłem 120 tysięcy zł. Dla porównania pierwszy wydany w Polsce zeszyt Punishera kosztował wtedy 9 tysięcy.

Służba zdrowia była darmowa i równocześnie wyposażona w tak archaiczny sprzęt, że kto tylko mógł leczył się prywatnie. W zasadzie do podjęcia tej decyzji wystarczyła jedna wizyta w przychodni u stomatologa. Zwłaszcza jeśli brakowało środka znieczulającego i dawali go mniej.

Wcale nie było bezpieczniej. Koleżance, która wracała zalesionym parkiem ze szkoły, babcia dawała do plecaka tłuczek i sól do odstraszania potencjalnych napastników. I nie chodziło tu wcale o legendę czarnej wołgi tylko o naśladowców Tuchlina, który grasował w Gdańsku w latach osiemdziesiątych.

Młodzież bawiła się identycznie, choć fakt – nikt tego nie dokumentował i nie publikował. Raczej ukrywaliśmy nasze wybryki zamiast się nimi chwalić. Fajki z kiepskimi filtrami, mocny, wątpliwej jakości alkohol..

Wcale nie było tak fajnie.

Idealizujemy ten okres, bo byliśmy młodzi

Nie mieliśmy obowiązków ani problemów, które przyniosło nam życie. Brakowało nam też świadomości jak wiele rzeczy ominęło nas z powodu cywilizacyjnego i gospodarczego zacofania. Nasze życie było mniej skomplikowane, ale równocześnie traciliśmy już na starcie to co daje dzisiejsza rzeczywistość. Cała kultura i nauka, wszystkie książki i filmy – w zasięgu kliknięcia. Praktycznie nieograniczone możliwości tworzenia i wyrażania siebie.

Ale i tak ktoś powie, że kiedyś trawa była bardziej zielona, chleb smaczniejszy a wódka lepiej schłodzona.

Zapominając jak wielu rzeczy nie było wcale.

Komentarze