Destiny 2 Black Armory

Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć dodatki do gier, które zrobiły na mnie tak dobre wrażenie jak wypuszczony do Destiny 2 Forsaken. Złożyło się na to kilka rzeczy. Przede wszystkim przyzwoite story, nowy tryb PvE/PvP Gambit, rozszerzenie arsenału, dodanie dwóch olbrzymich lokacji, nowe strajki i rajd. W skrócie masa nowej zawartości wystarczająca na dziesiątki godzin. Nie musieliśmy długo czekać na kolejny a poprzeczka oczekiwań wisiała naprawdę wysoko.

BLACK ARMORY

Zapowiadane jako dodatek w formie subskrypcji z zawartością udostępnianą stopniowo przez cały okres trwania. I nie chodzi tu tylko o rajd, który zawsze dodawany był po premierze DLC, ale wszystkie nowe elementy.

CO NOWEGO

arsenał

Po krótkim wstępie dowiadujemy się, że odblokowano nowy obszar Wieży z arsenałem eksperymentalnej broni. Oczywiście dostęp wymaga udziału w nowej aktywności, którą odblokujemy po serii zadań. Niestety brak tu bardziej angażującego wstępu fabularnego czy dłuższej, nadającej się na szturm, misji. Raczej powolny grind, który wymusza podniesienie maksymalnego poziomu światła/mocy do 650.

nowe pancerze

Nowe duchy i pancerze dostępne losowo po aktywnościach oraz w ramach nowego sezonu Żelaznej Chorągwi (wciąż nie mogę się przestawić na polskie nazwy:/). Wizualnie chyba najbardziej podeszły mi sety z kuźni, ale to kwestia gustu.

nowa broń

Główną atrakcją oczywiście jest nowa broń. Na razie jednak trudno mi o niej coś więcej napisać, bo do czynienia miałem wyłącznie z kilkoma egzemplarzami (z których wyłącznie Breakneck nie poleciał do krypty). Wciąż czekam aż wypadnie mi nowy egzotyczny łuk, ale chyba największe nadzieje budzi końcówka filmu na której widać znany z pierwszej części rewolwer – Last Word. Zapowiada się mozolny grind, ale czyż nie po to gramy w Desti?

kuźnie

Nową aktywnością tego sezonu są kuźnie. To odblokowywane po serii zadań regiony w których możemy uruchomić. W skrócie mechanika ogranicza się do przetrwania dwóch fal przeciwników, likwidacji mobów podświetlonych na niebiesko, wrzucania do centralnie umieszczonej maszyny wypadających kulek i rozwalenia bossa. Ten ostatni chroniony jest przez pole siłowe i żeby się do niego dobrać trzeba rozwalić orbitujące wokół drony. Całość na odpowiednim poziomie mocy (optymalnie 620) nie powinna sprawić problemu.

CZY WARTO?

Główna zaleta nowego modelu dystrybucji zawartości Black Armory jest jego największą wadą. Z jednej strony niespecjalnie droga (w porównaniu do ceny poprzednich DLC) subkrypcja, która w założeniu zapewni nam stałe wzbogacanie zawartości. Z drugiej – ilość dostępnych zaraz po zakupie rzeczy do zrobienia rozczarowuje. Zwłaszcza graczy, którzy związani są wyłącznie z tym jednym tytułem. Po olbrzymim, wręcz modelowo zrobionym Forsaken – obecna zawartość wydaje się praktycznie nie istnieć. Nawet ze zrecenzowaniem jest problem, bo nadal nie ma dostępu do wszystkich kuźni i broni które miał zawierać dodatek.

Osobiście nie mam z tym problemu, bo nadal mam zaległe rajdy do zrobienia, klasy do rozwinięcia i poziomy mocy do wbicia. Niedzielni gracze też przyjmą z ulgą wolniejsze tempo wydawnicze, które nie wymaga spędzania w grze kilku godzin dziennie. Pytanie tylko czy taki tytuł ma szansę utrzymać tą najbardziej zaangażowaną grupę, która jest dziś trzonem społeczności. W końcu to oni zakładają klany, szkolą początkujących czy przeciągają przez pierwszy rajd. Bez nich Destiny pozostałoby chaotycznym FPSem z elementami MMO.


Wszystkie zrzuty ekranu wykonałem na klasycznej PS4
Grę do recenzji dostarczyło Activision

Komentarze