Dzień nauczyciela

Kiedyś ten dzień kojarzył się głównie z odrobinę luźniejszym prowadzeniem lekcji. Były kwiaty, apel – czasem nawet skracano zajęcia.

Dziś jest to okazja żeby sobie przypomnieć tych, którzy w mniejszym lub większym stopniu zajmowali się moją edukacją. Dla większości z nich zawód był smutnym sposobem na przetrwanie od pierwszego do pierwszego. Wegetacją opartą na powtarzaniu tych samych treści w ten sam sposób i przepisywaniem co roku tych samych notatek z zeszytu na tablicę. Nie było w nich tej pasji która mogłaby ukształtować młodego człowieka i zainteresować daną dziedziną. Zdarzały się też chlubne wyjątki. Paradoksalnie, mimo że wolę przedmioty ścisłe, w czasach podstawówki i liceum najlepszymi moimi nauczycielami byli humaniści. Poloniści którzy zaszczepili we mnie potrzebę czytania i samodzielnego interpretowania treści, historycy dzięki którym odkrywanie faktów z zamierzchłych czasów było przygodą a nie wykuwaniem na pamięć dat. Dopiero na studiach zrozumiałem się że to nie przedmioty były lepsze czy gorsze, tylko nauczyciele. Niektórzy byli tej roli stworzeni, a inni traktowali ten zawód jako życiową porażkę. Tym bardziej bolesną że w czasach wczesnego post-PRLu nie była to profesja dobrze płatna, czy poważana. Nie wiem na ile zmieniła się świadomość społeczna – mam jednak nadzieję że przynajmniej w minimalnym stopniu wzrósł szacunek do roli nauczyciela. Druga sprawa że praca z niektórymi „dziećmi” jako żywo przypomina wizytę w ogrodzie zoologicznym.

Czego więc życzyłbym obchodzącym dziś swoje święto? Przede wszystkim odnalezienia w sobie tej iskry która pobudzi w młodzieży chęć zdobywania wiedzy. Nie chodzi w końcu o to by tylko załadować im do głowy przewidzianą przez kuratorium ilość informacji. Sztuką jest zachęcić uczniów do samodzielnego pogłębiania wiedzy i myślenia.

Share This!

SKOMENTUJ

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *