Fallout 76

Mimo, że nadal czuję się fanem serii, sentymentem darzę wyłącznie pierwsze dwie części. W zasadzie od trzeciej odsłony zauważyłem postępujący regres, którego nie osłodziły nawet ciut lepsze New Vegas, czy dodatki do czwórki ciekawsze niż sama podstawka. Uproszczono wielowątkową fabułę, zmarginalizowano wpływ cech postaci na przebieg rozgrywki i okrojono ilość opcji dialogowych. Po najnowszej części nie spodziewałem się wiele. Zwłaszcza, że pierwsze doniesienia recenzentów i graczy, delikatnie mówiąc, nie napawały zbytnim optymizmem.
Czy jest aż tak zła, jak twierdzą recenzenci?

FALLOUT 76

Zapowiadana jako wieloosobowa gra sieciowa, bez możliwości uruchomienia rozgrywki offline. Fabularny prequel serii i jasny sygnał, że Bethesda próbuje wejść w temat MMORPG. Z jednej strony zawód sporej części graczy czekających na piątego Fallouta, z drugiej dosyć wysoko zawieszona poprzeczka fanowskiego FOnline i aktualnej topki gier wieloosobowych.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

grafika

Fallout 76 powstał na silniku czwórki i to niestety coraz mocniej widać. Zwłaszcza w zestawieniu ze współczesnymi sandboxami – grafika jest już nieco archaiczna. Zdarzają się jednak momenty w których otoczenie wygląda naprawdę nieźle. Zwłaszcza kiedy trafiamy do jakiegoś położonego w lesie miasteczka, albo stojąc na szczycie góry podziwiamy widoki. Niestety w pomieszczeniach jest już gorzej. Proste modele obiektów, małej rozdzielczości tekstury, dominujące szarości. Usprawiedliwia to tylko rozmiar mapy, choć nadal wejścia do większych budynków wczytywane są jako oddzielne obszary. Po grach takich jak Red Dead Redamption 2 czy Assassin’s Creed Odyssey, Fallout 76 wygląda jak produkcja sprzed kilku lat.

dźwięk

Najmocniejszym punktem oprawy serii od pierwszej części był zawsze dźwięk. Nie ma fana, który nie pamiętałby pierwszego „War, war never changes…” czy „A Kiss To Build A Dream On”. Pod tym względem nowa produkcja Bethesdy nie ustępuje w niczym pozostałym grom z serii. Mamy klimatyczne intro, stylizowane holotaśmy i audycje radiowe oraz doskonałą playlistę klasyków z lat pięćdziesiątych.

[KLIKNIJ DOWOLNE ZDJĘCIE ŻEBY ODPALIĆ GALERIĘ]

FABUŁA

krypta 76

Akcja osadzona jest w roku 2102 alternatywnej linii czasowej w Wirginii Zachodniej, 25 lat po zagładzie nuklearnej. Prowadzona przez gracza postać budzi się w opustoszałym schronie przeciwatomowym numer 76 (krypcie) i kierując się informacjami na ekranach wyrusza na powierzchnię z zadaniem odbudowy i zasiedlenia świata. To początek wędrówki przez postapokaliptyczne pustkowia i wymarłe miasteczka, podczas której przyjdzie nam odkrywać kolejne ślady po ludziach zamieszkujących te tereny przed wybuchem wojny, walczyć z mutantami popromiennymi, potworem z Flatwoods czy Mothmanem.
Poszczególne elementy historii poznajemy dzięki ocalałym notatkom, komputerom, nagraniom na holotaśmach i napotkanym robotom. Brak tu jakichkolwiek bohaterów niezależnych, zamieszkałych osad czy obsadzonych baz wojskowych. Tłumaczy to nieco chronologia lore wg której jesteśmy jednymi z pierwszych, którzy opuścili schrony.

ROZGRYWKA

To drugie podejście do tematu gry wieloosobowej w serii od czasu Fallout Tactics: Brotherhood of Steel, a równocześnie pierwsze po przejęciu tytułu przez Bethesdę. Koncepcyjnie wyszło to nawet całkiem zgrabnie.

tworzenie postaci

Tworzymy postać i wyruszamy w kierunku nieznanego. Podczas wykonywania zadań otrzymujemy punkty doświadczenia, dzięki którym odblokowują się kolejne poziomy, pozwalające na ulepszanie statystyk. Oparto je o znany z części 1-3 system S.P.E.C.I.A.L. opierający się o siedem cech kluczowych (Siła, Percepcja, Wytrzymałość, Charyzma, Inteligencja, Zwinność, Szczęście) i dziesiątki umiejętności dodatkowych, pozwalających, między innymi, więcej unieść lub celniej strzelać z broni krótkiej. W odróżnieniu od poprzednich odsłon, na starcie wszystkie wartości statystyk wynoszą 1 i ulepszamy je wraz ze zdobywaniem doświadczenia. Wtedy też losujemy pakiety kart z umiejętnościami z których możemy dowolnie korzystać w trakcie gry. Możliwy jest upgrade umiejętności z dwóch kart lub trzech kart do jednej o zwiększonych parametrach.

picie i jedzenie

Ważnym elementem stał się status postaci. Głód i pragnienie trzeba regularnie zaspokajać za pomocą tego co znajdziemy lub przyrządzimy (o ile znamy przepisy). Konsumpcja zepsutych czy zanieczyszczonych pokarmów i wody prowadzić może do zatrucia, choroby albo napromieniowania. Te z kolei musimy jak najszybciej wyleczyć, bo powodują postępujące uszkodzenia ciała i osłabienie postaci. Sporą część gry spędzimy więc na poszukiwaniu i przygotowaniu picia, jedzenia oraz leków.

PvE

Sama rozgrywka odbywa się widoku pierwszoosobowym i wyłącznie w czasie rzeczywistym, przez co V.A.T.S, służy tutaj wyłącznie jako automatyczne celowanie. Jeśli już przy walce jesteśmy to zdecydowanie gra PvE. Eksploracja połączona z eksterminacją popromiennej fauny Wirginii Zachodniej jest dosyć przyjemna i wciągająca, o ile nie pojawi się na mapie gracz z poziomem wyższym o kilkadziesiąt od naszego. Wtedy przeciwnicy zostaną automatycznie dostosowani do niego i pozostanie nam tylko schować się lub uciekać.

PvP

Mechanika PvP z kolei zakłada, że do póki nie zaangażujesz się w starcie, obrażenia otrzymywane od innych graczy są na tyle niewielkie, że możesz uciec. Nawet jeśli zostaniesz pokonany, możesz wybrać opcję ignorowania napastnika i więcej go już nie spotkasz. Nie tracisz też po śmierci przedmiotów – za każdym razem możesz je znaleźć w miejscu zejścia. Oszczędza to frustracji i eliminuje element polowania na początkujących graczy.

mapa

Do dyspozycji graczy oddano olbrzymią mapę, masę lokacji do zbadania, surowców do zebrania i przeciwników do wykończenia. Podobnie jak w części czwartej, możemy budować struktury w oparciu o znalezione plany i surowce. Co ciekawe – własne budowle można teleportować, więc kiedy sami jesteśmy zbyt obciążeni by podróżować – wystarczy przestawić obóz.

atak atomowy

Poza klasycznymi misjami typu znajdź/zabij/napraw, w grze pojawia się możliwość wystrzelenia pocisków nuklearnych. Po zdobyciu kodów do silosa możemy przeprowadzić atak na określony teren. Na pewien czas zmienia to obszar w strefę przeznaczoną dla graczy na wysokich poziomach doświadczenia, w których można spotkać nowe rodzaje zmutowanych stworzeń i unikalne przedmioty.

pustka

To co najbardziej uderza w tej grze to poczucie osamotnienia i pustki. Nawet jeśli podróżujecie z grupą znajomych, to nie napotkacie zbyt wielu innych graczy. W pewien sposób wpisuje się to w założenia fabularne i buduje klimat, ale z drugiej strony bliżej tej grze do „postapokaliptycznego symulatora przetrwania” niż MMORPG. Dużo eksploracji, zbierania surowców, budowania i robienia zapasów plus trochę strzelania i minimum interakcji. W zasadzie nawet lepiej mi się grało samemu niż z ekipą, bo bardziej można wsiąknąć w ten przytłaczający zniszczony świat.

sklep

Poza standardowymi opcjami znajdziemy też sklep. Można w nim zakupić emoty, avatary i inne elementy dekoracyjne. Na chwilę obecną nie ma tam nic co wpływałoby na rozgrywkę, a waluta sklepowa może być zdobywana zarówno w płatnych pakietach jak i podczas postępów  w grze.

CZY WARTO?

Odpowiadając na postawione na początku recenzji pytanie, to całkiem niezła gra z potencjałem, ale bardzo słaby Fallout. Technicznie jest tu wiele rzeczy do poprawy. Od grafiki, tekstur, skrajnie różnego poziomu graczy w jednej instancji po dodanie nieco bardziej angażujących aktywności wieloosobowych. Boli brak bohaterów niezależnych, który spłyca doświadczenie i pozbawia misje wyjątkowości. Po czasie zlewają się w pasmo identycznych czynności, wykonywanych w odmiennej scenerii.
Jeśli chodzi o słynne błędy, to odpalając grę w połowie stycznia nie uświadczyłem żadnego z pokazywanych we wczesnych recenzjach na YT. W zasadzie jedyne co mi się przytrafiło w ciągu kilkudziesięciu godzin, to wywalenie z serwera, które nie wpłynęło na zawartość ekwipunku, ani na stan wybudowanych obiektów. Tu aktualnie nie mam się do czego przyczepić i może faktycznie programiści wzięli się ostro do roboty.

Pozostaje fundamentalna kwestia – czy to gra w którą warto zagrać?
Jako strzelanka PvP czy MMORPG raczej się nie sprawdza. Jeśli jednak nastawicie się na powolną eksplorację postapokaliptycznych pustkowi i symulator przetrwania w zagrażającym życiu otoczeniu, to czeka was co najmniej kilkadziesiąt godzin całkiem przyjemnej rozrywki. Zdaję sobie sprawę z fali krytyki jaka zalała internet, ale mam wrażenie, że poza oczywistą reakcją na awaryjność i błędy, sporo w tym było żalu fanów zawiedzionych własnymi oczekiwaniami. Nie zrozumcie mnie źle – od czasów pierwszej nocy zarwanej z FOnline czekałem na oficjalny tytuł w tym klimacie z budżetem dużego studia. Nigdy jednak nie łudziłem się, że Bethesda pójdzie w tym kierunku. Zwłaszcza po wycięciu S.P.E.C.I.A.L. i okrojeniu opcji dialogowych w F4. Fallout 76 mnie nie zawiódł, bo nie pokładałem w nim żadnych nadziei. W obecnym stanie to gra która, mimo ograniczeń leciwego silnika i wielu niedociągnięć, przemyca trochę tego specyficznego, retrofuturystycznego klimatu pustkowi, za który pokochałem serię. Przy obecnej cenie – można spróbować.


Wszystkie zrzuty ekranu wykonałem na klasycznej PS4
Grę do recenzji udostępniła Bethesda Polska

 

Komentarze