Far Cry New Dawn

Zaczynając cykl recenzji na blogu, musiałem się przeprosić z wieloma popularnymi seriami, które z jakiegoś powodu nie zagościły wcześniej na mojej konsoli czy komputerze. W większości przypadków okazywało się, że były to całkiem solidne pozycje i z przyjemnością ogrywałem później również starsze części. Nie inaczej było w przypadku Far Cry. Moją przygodę z tym tytułem zacząłem od FC5, którą nadal uważam za jeden z lepszych FPSów wydanych w ostatnich latach. Zanim jednak znalazłem chwilę na poprzednie odsłony, Ubisoft wypuścił kontynuację.

FAR CRY NEW DAWN

Zapowiadany jako utrzymane w nietypowej dla serii stylistyce fabularne rozwinięcie historii, którą poznaliśmy w piątej części. Nie ukrywam, że czekałem, nawet jeśli miało się okazać wyłącznie wymianą tekstur i nowym scenariuszem.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

grafika

Nie da się ukryć, że gra jest po prostu śliczna, choć w specyficzny sposób. Stylistyka kojarzy się wizualnie z kalifornijskim punkiem oraz jego współczesnymi odmianami. Dominują agresywne, ostre kolory, głównie wszechobecny róż. Osobiście uważam ten zabieg za ciekawą odmianę w kontekście niemal identycznych FPSów, które odróżnić możemy wyłącznie po uzbrojeniu i paskach HUD. Podobnie jak w poprzedniej części, modele postaci, obiekty, tekstury i animacje wykonano na bardzo wysokim poziomie. Trochę brakuje tu pojazdów czy budynków skleconych z resztek, które znamy z Mad Maxa czy Falloutów, ale widac taka wizja.

muzyka

To co jednak naprawdę zwraca uwagę to wręcz po mistrzowsku dobrana muzyka. Oldschoolowe disco Abby podczas strzelaniny, przechodzi płynnie w Die Antwoord podczas szalonego pościgu po górskich drogach. To są momenty, które zapamiętam na dłużej, właśnie dzięki genialnej ścieżce dźwiękowej, która idealnie podkreśla tempo akcji i klimat produkcji.
[KLIKNIJ DOWOLNE ZDJĘCIE ŻEBY ODPALIĆ GALERIĘ]

FABUŁA

Mickey i Lou

Zaczynamy siedemnaście lat po wydarzeniach z piątej części, kiedy jako ochotnik (lub ochotniczka, bo jest możliwość wyboru) pojawiamy się na dawnych terenach Hope County, by pomóc miejscowym. Niestety, szybko okazuje się, że obszar znajduje się pod kontrolą bliźniaczek Mickey i Lou, które przy pomocy swojego gangu podporządkowały sobie całą okolicę. Po burzliwej konfrontacji nasz bohater ratuje się ucieczką i wspierany przez lokalną społeczność rozpoczyna przygotowania do walki z bandytami.

po apokalipsie

Poza głównym wątkiem fabularnym, przyjdzie nam wykonywać dziesiątki zadań pobocznych, mających doprowadzić do odbudowy świata po apokalipsie. Wielokrotnie natrafimy na postaci i miejsca znane z poprzedniej części oraz nawiązania do jej fabuły w porzuconych tekstach i taśmach z nagraniami.
Mimo dosyć nieskomplikowanej motywacji głównych antagonistek i braku większych zwrotów akcji, jako tło do radosnej strzelaniny, warstwa fabularna jest wystarczająca. Szkoda jednak, że nie podjęto próby eksplorowania tematyki upadku wartości i zmierzchu człowieczeństwa, tak bliskiej przyjętej konwencji postapo. Jak na mój gust trochę to wszystko zbyt grzeczne w swym szaleństwie.

ROZGRYWKA

poziomy

Po udanej zmianie formuły rozgrywki w Assassin’s Creed, elementy RPG trafiły również do serii Far Cry. Pojawiła się więc masa surowców do zbierania, a broń, pojazdy, towarzysze czy nawet baza wypadowa mają poziomy, które odblokowujemy wykonując konkretne zadania. Wrogom z kolei wyświetlają się nad głową paski określające punkty życia oraz stopień trudności ich eliminacji. Te zmiany oczywiście nie każdemu przypadną do gustu. Zwłaszcza w kontekście starć, w których headshoty ze snajperki nie są w stanie powalić przerośniętego chomika, bo ma „wyższy kolor” niż nasza spluwa. Oczywiście dla miłośników RPG i grindu to nie problem.

zakupy w grze

Producent zaoferował też możliwość zdobycia lepszego uzbrojenia, pojazdów, surowców oraz punktów zdolności w mikrotransakcjach. Korzystanie z nich nie jest konieczne, jednak osobiście uważam, że zakupy w grze powinny dotyczyć wyłącznie kosmetyki i ewentualnych DLC. Przymusu jednak nie ma – ot furtka dla leniwych.

Mimo postępu odnotować muszę też niestety kilka kroków wstecz. Zniknęły ulepszenia i personalizacja broni, a drzewko umiejętności uległo znacznemu uproszczeniu. Szkoda, bo akurat te elementy chwaliłem w poprzedniej części.

wyprawy

Poza znanym już wyzwalaniem posterunków, szukaniem skarbów, misjami pobocznymi i zadaniami głównego wątku fabularnego, pojawiły się wyprawy. Dzięki nim możemy udać się w niedostępne na głównej mapie miejsca i zdobyć cenne materiały, niezbędne do ulepszenia naszej bazy wypadowej. Warto zaznaczyć że zaprojektowane na potrzeby tej aktywności lokalizacje robią niesamowite wrażenie. Zniszczony lotniskowiec, samolot pasażerski czy Alcatraz to świetna odskocznia od krajobrazu Hope County.

CZY WARTO

dla fanów

Far Cry New Dawn jest niezłą grą, choć w moich oczach zabrakło jej nieco mocniejszych akcentów. Mimo, obiecywanej postapokaliptycznej jazdy bez trzymanki, bardziej przypomina zachowawcze teledyski, niż prawdziwy upadek cywilizacji i walkę o przetrwanie. I to nie kwestia kolorów tylko przeciętnych dialogów i bezpiecznego unikania cięższych tematów, które mogły by nie przejść przez obostrzenia wytycznych kategorii wiekowych.
Czy więc warto? Osoby znużone poprzednią odsłoną raczej nie znajdą tu nic nowego, bo te gry nie różnią się aż tak diametralnie. Jeśli natomiast, tak jak mi, podobał wam się Far Cry 5, to możecie śmiało sięgnąć po New Dawn. Czeka na was kontynuacja historii, nowy sprzęt i masa nawiązań do poprzedniej części i hordy wrogów do utylizacji. Mimo kilku niekoniecznie udanych rozwiązań i pretekstowej fabuły, gra nadrabia misjami pobocznymi, zróżnicowaniem aktywności i genialną oprawą audiowizualną. Pozycja raczej dla fanów FC5 i osób które w żadną z wcześniejszych gier nigdy nie grały.


Wszystkie zrzuty ekranu wykonałem na klasycznej PS4
Grę do recenzji udostępnił Ubisoft

Komentarze