Jason Hunt „THORN”

Dawno żadnej książce nie zawiesiłem poprzeczki moich oczekiwań tak wysoko. Głównie dlatego, że niewielu jest autorów, których teksty czytałbym regularnie od blisko 10 lat. W tym momencie pewnie zaczniesz się zastanawiać na ile obiektywna może być moja opinia.

Od razu cię uspokoję.

Nie jest.

Kto w ogóle szuka obiektywnej oceny na blogu? To nie encyklopedia, czy tabela ze statystykami. W tym przypadku jest to zresztą kompletnie bez znaczenia. Sięgając po „THORN” dostaniesz do ręki książkę, która doskonale broni się sama. Pod każdym względem. Od pierwszego akapitu do zakończenia.

Zanim jednak przejdę do treści – kilka słów o formie.

PROJEKT KSIĄŻKI

Może się wydawać, że w erze ebooków wygląd książki ma marginalne znaczenie.

Nie tym razem.

Od okładki, przez krój fontów, po zmiany wielkości tekstu czy rozmieszczenie akapitów. To wszystko tworzy specyficzny klimat i narzuca określone tempo, nie tyle czytania, co odkrywania czym jest „THORN”. Od razu widać, że żaden element nie znalazł się tutaj przypadkowo i wszystko ze sobą współgra. Nawet spis treści został wykonany w spójny z koncepcją książki sposób. Niewiele znam wydawnictw, które do tego stopnia przykładają się do estetyki.

CZYM JEST „THORN”?

To powieść motywacyjna. Tak przynajmniej określił ją autor. Do tej pory nic mi to nie mówiło. Skojarzeniowo byłem gdzieś między biografią Jobsa, a książkami trenerów od rozwoju osobistego. Trudno o bardziej skrajne emocje.

Jak bardzo się myliłem, odkryłem już w trakcie czytania pierwszego rozdziału.

To nie jest poradnik ze spisaną w punktach receptą na sukces i szczęście. Nie jest to również klasyczna powieść, ograniczająca się do przedstawienia historii. Narrator zabiera czytelnika w autoironiczną podróż, pełną ludzkich emocji, sukcesów i porażek. Ku marzeniom głównego bohatera. To opowieść z dozą absurdu, dowcipna, czasem smutna, a przy tym niezwykle sugestywna i prawdziwa. Nie ze względu na opisywane wydarzenia, lecz na to, jak można je interpretować. Nie wszystko jest tym, czym się wydaje.

Całości dopełnia playlista utworów wybranych przez autora.

Podsumowując, „THORN” czyta się praktycznie za jednym zamachem. Dobrze napisana, wciągająca, skłaniająca do przemyśleń i motywująca, bez patetycznego zadęcia poradników sukcesu. Jedna z tych, które się cytuje, zapamiętuje i do których się wraca.

Nie dlatego, że to książka „tego znanego blogera”.
Po prostu warto.


PS.Jeśli się jeszcze zastanawiasz polecam recenzje ElizyPawłaAndrzeja

PS2.Dla tych którzy przeczytali i chcą pogłówkować z nami nad zagadkami w „THORN” powstała tajna grupa (hasło to nowa ksywa Batmana pisana małymi literami)

Książkę możesz zamówić u autora klikając obrazek
Thorn cover

Komentarze