Krytyka w internecie

Miałem dziś pisać o #3cthashtagday, ale nie wyszło.  Tym razem powodem nie była kolejna zarwana noc przy konsoli.

Wszystko przez internety

Zaczęło się niewinnie. Ot znajomi biorą ślub.
Może w nieco nietypowej formie, ale bez przesady. Żadnych orgii, ofiar z ludzi, czy wycia w świetle księżyca.
Ślub jak ślub.
Tyle, że postanowili sobie go urządzić w formie kampanii reklamowej.
Jak można przeczytać na „stronie projektu” – dzień ślubu, późniejsza impreza dla znajomych oraz podróż poślubna zostały zaplanowane wraz z markami, które odpowiadają za przygotowanie wydarzeń, zaproszeń, wdrożenie strony internetowej, podróż poślubną a także relację fotograficzną. I tyle.

Wystarczyło jednak by zagotować internet i pobudzić wyobraźnię „obrońców tradycji”. Pojawiły się dywagacje na temat transmisji z nocy poślubnej czy logotypów sponsora na obrączkach. Do tego całkiem zabawna porcja uwag spod znaku „kto to w ogóle jest” i „w dupach się poprzewracało”. Festiwal obrzucania błotem.

Niczym na forum Pudelka czy Onetu

Aż miałem ochotę napisać „Hej – byłem fotografem na ślubach – żadna kampania nie przebije obciachu jakim czasem są weselne gry i zabawy”. I byłaby to prawda.
Do tego to całe pierdololo o intymności i prywatności.. W czasach, kiedy absolutnie wszystko trafia na portale społecznościowe, bulwersują się ludzie, którzy na co dzień zasypują internet fotami swojego noworodka lub pościelówami z hashtagiem #aftersex.RightNo ale ok. To naprawdę nie musi się wszystkim podobać. Tylko po co narzucać się ze swoją opinią? Konwencja i oprawa powinny być spełnieniem oczekiwań tej dwójki ludzi, którzy zdecydowali się popełnić związek małżeński. To wszystko. Niezależnie od tego jak będą ubrani, gdzie go wezmą, kogo zaproszą i jakie opublikują zdjęcia. To ich święto.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto uważa, że skoro coś zostało ogłoszone/pokazane publicznie to automatycznie daje prawo do krytyki. Świetna koncepcja. Czemu zatem nie podejdziesz do młodej matki zachwycającej się dzieckiem i nie powiesz, że trzyma skrzyżowanie Oleksego z kartoflem? Czemu w biurze szefa lub klienta nie krzykniesz „co za pasztet” na widok stojącego na biurku zdjęcia jego żony?

Bo się tego nie robi

Po prostu akceptujesz ten fakt, lub bardzo szybko zyskujesz opinię chama i prostaka. Tak zostaliśmy wychowani i takie standardy komunikacji obowiązują w społeczeństwie. Okazuje się jednak, że zachowania, których odruchowo unikamy w życiu codziennym, w internecie przychodzą bez głębszej refleksji.dogs internetWarto by było zastanowić się czy manifestowanie odmiennych poglądów jest konieczne w każdej sytuacji. Zwłaszcza kiedy nikt o nie nie pyta i na dobrą sprawę nikogo nie obchodzą. Parafrazując popularny cytat

„Własne zdanie jest jak penis. Fajnie, że masz i jesteś z niego dumny, ale nie musisz cały czas wyciągać go publicznie i machać ludziom przed oczami”

Trudno przyjąć do wiadomości, a jeszcze trudniej zastosować w życiu. Z drugiej jednak strony przeceniamy wartość krytyki jako takiej. Zarówno jej znaczenie edukacyjne jak i sam sens. Przede wszystkim należałoby się zastanowić jaki jest jej cel.

Koncepcja obiektywnej i konstruktywnej krytyki to mit.

Nie ma takiej. Oceniamy wszystko w oparciu naszą wiedzę, poczucie estetyki, poglądy, wychowanie, czy choćby samopoczucie w danym momencie. Nigdy nie będziemy obiektywni. Zawsze jesteśmy uwarunkowani tysiącami zmiennych, które decydują o nas jako jednostce. Idąc dalej – każda nasza opinia jest subiektywna. Nawet pozornie oczywiste stwierdzenie funkcjonuje w zależności od punktu odniesienia zarówno jako prawdziwe jak i fałszywe. Nie podważałbym sensu dyskusji, a jedynie celowość autorytarnego definiowania świata i rzeczywistości. Zwłaszcza w kwestiach które podlegają tak indywidualnym kryteriom jak gust, moralność czy poczucie estetyki.

Publiczna krytyka jest potrzebna wyłącznie krytykom

Do budowania autorytetu i popularności kosztem krytykowanych. Jak chcesz komuś doradzić, to możesz zrobić to w wiadomości prywatnej. Ale tu nie chodzi przecież o pomoc, tylko o zaistnienie w ramach konkretnej społeczności. Krytykowany nie ma obowiązku czytania, polemizowania czy tolerowania tego rodzaju komentarzy. Tak jak właściciel domu, któremu ktoś na drzwiach nasmarował wulgarny napis.sarcastic commentZanim radośnie nasmarujesz kolejną, „wartościową i niezbędną ludzkości”, krytyczną opinię – zastanów się co ma na celu jej manifestowanie.

Czasem po prostu nie warto

Share This!

SKOMENTUJ

5 thoughts on “Krytyka w internecie

  1. O to, to, to: „Aż miałem ochotę napisać „Hej – byłem fotografem na ślubach – żadna kampania nie przebije obciachu jakim czasem są weselne gry i zabawy”. I byłaby to prawda.”

  2. No ale ten teges… Gdyby nie te pseudokrytyczne wypociny to ja nie trafiłabym do nich poprzez Twój wpis. Także są plusy. Przynajmniej ja dziękuję, bo mnie temat ślubu w słowiańsko-wikińskich okolicznościach przyrody bardzo interesuje, gdyż sama taki ślub wziąć pragnę, a z tego co po łebkach wyczytałam to o tym ich wpis też tyczy. Więc ja mykam wczytać się porządnie i się inspirować.

    Poza tym, czy to nie jest trochę tak, że uprawiając internetowy ekshibicjonizm musimy przygotować się na tę pseudokrytykę? Przynajmniej czy nie powinniśmy? Z drugiej strony, to ile ludzi jest na tyle toksycznych, że nie dość, że sobie własne życie zatruwają to jeszcze muszą innym. Gdy się takich puszcza mimo uszu życie staje się piękniejsze. :)

    1. Czy to nie jest chore, że cokolwiek robisz – masz automatycznie zakładać, że ktoś cię zaatakuje?

      Idąc dalej – czy akceptując nie doprowadzamy do sytuacji, w której strach przed krytyką powoduje, że ludzie nie publikują swojej twórczości?

      1. Nie wiem, może to ja jestem taką osobą, że mnie tak na prawdę zdanie postronnych osób odnośnie tego co robię raczej nie interesuje. Wierze w krytykę osób, które za mną stoją, doradzają.
        A jak ktoś „z ulicy” przychodzi i mówi, że to co robię jest głupie i że w ogóle nie powinnam się tym parać, to po prostu spływa to po mnie.
        Przeczytałam komentarze pod ich stroną, no i w sumie to jest zastanawiające, dlaczego tych ludzi tak boli, że robią coś co jest, umówmy się, inne. Jest w jakiś sposób zaskakujące, nowe, sama osobiście chyba bym się nie zdecydowała na taki projekt, ale jeśli im to odpowiada to tylko pogratulować i życzyć dalszych sukcesów.
        Za dużo w ludziach zawiści a za mało życzliwosći.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *