Kryzys gracza

Dopadł mnie kryzys. Nie jakiś tam wydumany soszal-mediowy, czy inne brednie wieku średniego. Zacząłem porzucać gry. Tak po prostu. Bez drugich szans i ckliwych pożegnań. Jak ludzi.

Może dla niedzielnych graczy brzmi to śmiesznie, ale kiedy trafia nałogowca – sprawa jest poważna.

Zaczyna się niewinnie. Najpierw dostrzegasz wtórność w każdej nowej pozycji na rynku. Potem przychodzi świadomość mechanizmów jakimi twórcy na siłę wydłużają rozgrywkę. Od absurdalnego odwiedzania lokacji po 10 razy, przez zbieranie piórek, kwiatków i innego śmiecia – po sztuczne zawyżanie poziomu trudności tylko po to by wymusić wielogodzinne grindowanie postaci.

Pewnie ktoś powie, że to podejście odróżnia casuali od hardcorowych graczy, chłopców od mężczyzn. Że granie to życie i że wielogodzinne katowanie jednego levelu do perfekcji to kwintesencja tego sportu. Idąc tym tropem – grą roku powinien zostać pieprzony Flappy Bird.

Pierwszym tytułem który mnie zmęczył było Final Fantasy XIII. Miała wyznaczać nowe standardy, olśniewać grafiką i kreacją świata, pokazać wszystko to czego nie pokazał jeszcze nikt. Miała zachwycać. Niestety nie wyszło. Nie wciągnęła mnie historia, a walki były tak monotonne że można je było przechodzić 1-2 kombinacjami przycisków. W połowie zwyczajnie odpuściłem, myśląc że to odosobniony przypadek. Potem przyszły Fallouty, Wiedźmin, Dragon Age i cała masa dobrych gier więc założyłem że to FF był chwilowym spadkiem formy.

Nie na długo.

Mimo początkowego zachwytu Assassin’s Creed IV wydał mi się potwornie nudny. Poprzednie odsłony przechodziłem po kilka razy, mieliłem aż znalazłem wszystko co było do znalezienia i zaliczyłem misje na 100% synchronizacji. Teraz nagle w połowie gry zwyczajnie mi się odechciało. Co z tego że rozbudowano ekonomię, polowania i arsenał skoro główny wątek wlecze się niczym „Moda na sukces”? Wystarczyłoby 5 polowań i 5 fortów do zdobycia, ale rozbudowanych i różnorodnych. Nie wiem czy to kwestia słabszej fabuły, monotonności rozwiązań, czy po prostu zmęczenia serią.  Po prostu odłożyłem na półkę.

Przestałem podchodzić do gier ambicjonalnie. Jeśli gra zaczyna mnie męczyć, lub zwyczajnie okazuje się nudna – po prostu ją wyłączam. Nie daję drugich szans bo zwyczajnie szkoda mi czasu. Czasu, którego wartość zacząłem doceniać dopiero kiedy mam go zbyt mało by ogarnąć każdy tytuł na rynku.

Masa książek do przeczytania, seriali i filmów do obejrzenia, a jak już będę chciał pograć – zawsze można sobie zarzucić nowego moda i odpalić Skyrima.

Share This!

SKOMENTUJ

4 thoughts on “Kryzys gracza

  1. Znam ten ból. Dotyczy on nie tylko komputerowych wersji gier ale tez tych mobilnych. Na kompie bardzo dawno temu zamęczałem grę motoracer chyba jej pierwszą część i doszedłem do takiego rodzaju perfekcji że jedną z tras przejechałem praktycznie całą na tylnym kole ścigacza (w grze tzw turbo, szybciej się jechać nie dało) i robiłem okrążenia z rekordowymi czasami np. 1m23sec. Gra poleciała w odstawkę, później oczywiście wszystkie nieśmiertelne NFS zaczynając od NFS 2SE i jednej z odwróconych tras gdzie można było sobie zacnie polatać :D przez porshe edition gdzie poziom trudności był chyba największy z wszystkich gier samochodowych, hiper realistycznie oddana została fizyka w tej grze przez co była bardzo trudna. I wreszcie dochodząc do neonowych NFS wszystkich underground i nowszych. Masa zabawy, kupa zmarnowanego czasu i wiele świetnych fur… A kom? Kto zna kto zna polską grę gdzie rzucało się piłką do puszek? Wiele zmarnowanych godzin, wszystkie etapy zaliczone i nagle błąd w grze, bęc poszło wszystko wszystkie rekordy etapy. Gra poleciała do kosza. Tak samo ccs czyli cukierkowe tałatajstwo. Ostatnio odważny krok, wywalone z telefonu, z facebook, zablokowane i zapomniane. Tak mi się wydaje że to jest wszystko związane z przeładowaniem gier jakością grafiki, super questami, pięknymi przedmiotami itd, a od fabuły już niczego się nie wymaga. Pamiętam też długie godziny spędzone na grze w Severance – Blade Of Darkness. Świetna stara gra. Dużo możliwości jak na tamte czasy i spora grywalność. A w co gram teraz? Stunt Car Racing. Na telefonie. Przez emulator C64.

    1. U mnie niepodzielnie Skyrim z przerwami na Ravensword i Neuroshima Hex którą uważam cały czas za najlepszą z gier na telefony(bez dodatku Dancer który kompletnie zaburza równowagę każdej z frakcji.)

        1. Spory komplement dla NH, ale żadna gra na telefon nie ma szans dorównać szachom – żadna nie przetrwa tyle na rynku i żadna nie będzie tak popularna.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *