Nie warto mieć racji

Czy zdarzyło wam się kiedyś wdać w kompletnie bezcelową dyskusję,  w której nie chodzi już o wymianę poglądów i poszerzanie horyzontów myślowych tylko zwykłe spacyfikowanie argumentacji interlokutora?

Po co w ogóle pytam..

W końcu korzystacie z internetu..

Ja robiłem to regularnie. W czasach kamienia łupanego i pierwszych for internetowych stworzyłem do tego celu kilkanaście nicków. Każdy miał swój specyficzny zestaw reakcji, zainteresowania, poglądy. Czasem wręcz zdarzało im się ze sobą dyskutować.

Hejtowanie i trolling pełną gębą

Lubiłem obserwować po której ze stron opowiedzą się użytkownicy, która osobowość wzbudzi większą sympatię. Kilka aliasów miało nawet założone fikcyjne konta na portalach randkowych i grono fanek.

W takich momentach zazwyczaj wypada napisać że to był eksperyment socjologiczny do pracy naukowej, albo wnikliwe badania do tekstu na bloga. Nie tym razem. Raczej z ciekawości, dla zabawy. Po prostu dlatego że mogłem.

Po latach barwnych pokazów erudycji lub ignorancji (w zależności od tego czy miałem mieć rację, czy nie) nagle odkryłem, że sprzeczanie się w internecie zwyczajnie nie ma sensu. Nawet przy założeniu że większość rozmówców to podobne do moich kreacje.

Nikogo już nie obchodzi zrozumienie punktu widzenia drugiego człowieka

Zawsze trafisz na dwie grupy wchodzących w interakcję. Ludzi, identyfikujących się z twoją opinią i takich, którzy chcą narzucić ci własną. Najwięcej czasu spędzisz na zabawach z tymi drugimi. Bo w końcu to ty masz rację. Twoje kung fu jest lepsze i możesz to udowodnić, zdobywając czarny pas w dialektyce erystycznej. Albo order. Z ziemniaka.

Czy jednak warto? Co tak naprawdę daje ci świadomość zwycięstwa nad wirtualnym bytem? No ok – trochę połechce ego, ale czy naprawdę tego potrzebujesz? Wiem jak uzależnia. Kiedyś tak zabrnąłem w dyskusji na YT, że dopiero po fakcie zorientowałem się, że tłumaczyłem się z mojej historii zatrudnienia nastoletniemu trollowi. Najtrudniej jest przestać.

Na początek po napisaniu odpowiedzi zamknij okno przeglądarki bez klikania „wyślij”

Cywilizacja nie legła w gruzach. Niebo nie spadło na głowę. Not a single fuck.. oh wait.. przesadziłem. Tak czy inaczej – to pierwszy krok w kierunku bezstresowego korzystania z internetu.

Z czasem zaczniesz zwyczajnie omijać rozmówców z którymi dyskusja zapowiada się na wielogodzinną stratę czasu i energii. Albo polubisz portale na których domyślnie komentarze są ukryte. Nie dlatego, że nie masz argumentów. Po prostu nie zawsze warto ich używać.

Pozwól głupim pozostać głupimi, ignorantom cieszyć się ignorancją a chamstwo pozostaw moderacji. Szkoda nerwów i życia.

Chyba że traficie na mnie.

dexter smile

YHBT

 

Share This!

10 thoughts on “Nie warto mieć racji

  1. Twoich przekonań też nie da się zmienić argumentami. Nawet najlepszymi. W przeciwnym wypadku już dawno przyznałbyś, że jestem Batmanem.

  2. Czasami w takich internetowych dysputach mam ochotę porzucać argumentami jak Potter zaklęciami, ale na szczęście już się nauczyłem, że w niektórych sytuacjach faktycznie lepiej dać sobie spokój i iść dalej.
    Najgorsze, że miałem kiedyś koleżankę, która uważała, że dyskusja polega tylko i wyłącznie na całkowitym obaleniu argumentów rozmówcy. Za wszelką cenę. Aż ten drugi padnie na polu bitwy. Cóż to były za rozmowy!

  3. W fajnej dyskusji, która w jakiś sposób rozwija temat, aż chce się brać udział. Ale jak widzę słowne przepychanki, forsowanie swoich, jednych i słusznych argumentów, to szkoda mi tracić na to czas. Jeśli ktoś poza swoimi poglądami, czy argumentami świata nie widzi, to cała dyskusja nie ma sensu. :)

  4. Masz rację, czasami nie warto dyskutować. Zwłaszcza w Internecie – tutaj zasada „ty masz rację, ja mam święty spokój” działa aż miło. Natomiast nie warto tego w 100% przenosić do prawdziwego życia, bo w pewnym momencie ludzie Cię traktują jak zero.

      1. Z perspektywy czasu – nie, z perspektywy chwili obecnej – tak, bo boję się całkowitego wykluczenia i uznania mnie za pachołka, którego można obijać na wszystkie strony, a i tak nie zareaguje.

  5. Kiedyś tak jak Ty brałam udział w takich dyskusjach. Od dłuższego czasu wiem, że nie warto. Nieraz coś przeczytam co mnie w jakiś sposób poruszy, mam ochotę odpisać, po czym biorę głęboki wdech, stwierdzam, że nie warto i wątek omijam.
    Czasem jednak emocje sa we mnie na tyle silne, że piszę długi komentarz, nie siląc się na uprzejmości, takt i dobre wychowanie, bo dobrze wiem, że po jego napisaniui i tak go nie wyślę, jego psianie ma mnie tylko oczyścić z emocji, nic więcej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *