Spacer na klif

Przez tą całą absurdalną zmianę czasu, wstałem wcześniej niż zazwyczaj „żeby nie zaspać”. Skutek był taki, że na molo dotarłem dużo wcześniej niż zwykle, więc wpadłem na pomysł żeby się wdrapać na orłowski klif. W końcu zawsze to jakaś odmiana, kiedy się obfotografowało tą górę piachu już z każdej możliwej strony. Quest był dobry, tylko nie wziąłem pod uwagę fauny i flory. Włażenie pod górę po mokrych liściach nie było takie proste jak sobie założyłem, ale jak się okazało to nie była główna atrakcja dzisiejszego dnia. Drepcząc między drzewami zobaczyłem w półmroku coś do złudzenia przypominającego kota. Schyliłem się żeby pogłaskać i wtedy zrozumiałem swój błąd. To nie był kot – tylko warchlak. W dodatku nie był sam, tylko z mamą i resztą rodzeństwa. Nigdy chyba nie biegałem tak szybko po ciemku w lesie ze statywem na plecach. Szczęśliwie dotarłem w końcu na górę – w samą porę żeby zrobić kilka zdjęć.

Komentarze