Kingdom Come Deliverance Royal Edition [PS4]

Trzeba przyznać, że na nadmiar gier z gatunku RPG, gracze konsolowi nigdy nie mogli narzekać. Oczywiście nie mam tu na myśli japońskich gier akcji czy puzzlo-karcianko-strzelanek z elementami kreacji postaci tylko pełnoprawnych przedstawicieli gatunku.
Bolesny upadek Fallouta osłodził nieco kierunek rozwoju Assassins Creed, lecz nadal trudno mówić o przebieraniu w tytułach jak na PC. Nie poprawia sytuacji fakt, że coraz więcej gier wychodzi już nawet nie jako beta, ale wczesna alfa, wymagająca tony poprawek by w ogóle nadawały się do grania.  Zazwyczaj po prostu lepiej poczekać aż tytuł okrzepnie, nazbiera się poprawek i dodatków, by cieszyć się wersją najbardziej zbliżoną do zamierzeń twórców.

KINGDOM COME DELIVERANCE ROYAL EDITION

Pierwsze informacje o grze napawały umiarkowanym optymizmem.
Z jednej strony naprawdę ambitna koncepcja osadzenia RPG w historycznych realiach, z drugiej obawa, że niewielkie studio bez olbrzymiego zaplecza finansowego zwyczajnie nie udźwignie tak dużego projektu. Do tego doniesienia o błędach, które chyba towarzyszą aktualnie każdej większej premierze.
Teraz jednak jest okazja zmierzyć się z tym tytułem w ostatecznej formie, wzbogaconym fabularnie i po wszelkich możliwych poprawkach.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

Na skromnym budżecie ewidentnie ucierpiała grafika. O ile ukształtowanie terenu jest wręcz idealne, to już tekstury i uproszczone modele postaci przypominają bardziej mody Skyrima niż współczesne tytuły. Odstraszać może też szaro-bura kolorystyka otoczenia i brak zaawansowanych efektów atmosferycznych czy świetlnych. Tragedii nie ma, ale ewidentnie na tle innych gier, grafika Kingdom Come Deliverance nie robi wrażenia. Cieszą natomiast stylizowane detale mapy, zakładki menu czy nawiązujące do rycin z epoki intro.
Z kolei oprawa audio jest naprawdę dobra. Zarówno muzyka towarzysząca naszej wędrówce, klimatyczne pieśni śpiewane podczas wstawek filmowych jak i dialogi stojące na bardzo wysokim poziomie. Szkoda tylko, że nie można na konsoli uruchomić oryginalnej wersji językowej, bo podejrzewam, że po czesku jest jeszcze lepsza.

FABUŁA

Po zalewie tytułów, w których na barkach dźwigamy losy całego świata, Kingdom Come Deliverance podchodzi do roli protagonisty znacznie bardziej realistycznie. Zaczynamy naszą przygodę jako Henryk, syn wiejskiego kowala. Mimo, że głównym tłem fabularnym jest najazd węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego na Królestwo Czech, to obserwujemy konflikt z perspektywy ofiar i ludności cywilnej. Nasz bohater częściej musi uciekać niż walczyć, biorąc co prawda udział w historycznych wydarzeniach, ale bez większego wpływu na losy bitew czy politycznych intryg. Wbrew pozorom to znacznie ciekawsze rozwiązanie, które powoduje, że gracz musi nauczyć się żyć w wykreowanym świecie i podporządkować panującym w nim zasadom.

Jedynym minusem tego rozwiązania jest to, że przez większość gry bohater jest zwyczajnie nijaki. Tak jakby twórcy, ograniczając emocjonalne reakcje w przerywnikach filmowych do minimum stwierdzili, że to gracz swoimi poczynaniami ma definiować charakter postaci,

Poza wątkiem Henryka mamy okazję, dzięki dodatkowi Dola kobiety, spojrzeć na historię oczyma średniowiecznych kobiet. Przyjdzie nam nawet zagrać Teresą, córką wiejskiego młynarza, której udało się uniknąć śmierci z rąk najeźdźców oraz poznamy historię objawień Johanki.

Edycja Królewska poza wspomnianym DLC zawiera wszystkie wydane wcześniej dodatki.

MECHANIKA

Podobnie jak wspomniany Skyrim, Kingdom Come Deliverance cechuje widok pierwszoosobowy i walka w czasie rzeczywistym. Na tym jednak podobieństwa się kończą.
Najbardziej chyba kontrowersyjną decyzją okazał się zaawansowany system walki bronią białą oparty o ataki na 5 stref przeciwnika (głowa, ręce i nogi) oraz adekwatne zasłony, gardy i uniki. Dla wielu graczy, oparty na średniowiecznych rycinach model może się okazać się zbyt trudny czy wręcz chaotyczny.
W rzeczywistości jest po prostu – realistyczny. Celny cios wymaga odpowiedniego podejścia, pracy nóg, wyczucia czasu i wyboru nieopancerzonej strefy na ciele przeciwnika. W trakcie walki nasz bohater męczy się, a zraniony traci siły jeszcze szybciej. Dwóch uzbrojonych rzezimieszków to dłuższy pojedynek, a opancerzony zbrojny, przez większą część przygody, oznacza śmierć.

Dodatkowo, na to ile ciosów zdołamy wyprowadzić i z jaką prędkością, wpływa bezpośrednio doświadczenie w używaniu konkretnej broni. Nic więc dziwnego, że na samym początku wędrówki Henryk częściej będzie się krył po krzakach niż atakował, bo zwyczajnie nie ma wprawy w walce. Podobnie jest zresztą z innymi umiejętnościami. Przykładowo, im więcej zamków otworzymy, tym będziemy skuteczniejsi. Dotyczy to nawet tak prozaicznej czynności jak picie alkoholu. System przewidział wszelkie aspekty wiejskiego życia.

Poza doświadczeniem, na sukces naszych działań rzutowała będzie reputacja. Ma ona olbrzymie znaczenie podczas rozmów z bohaterami niezależnymi i handlu. Wpływa na ceny w sklepach oraz skłonność sprzedawców do targowania. Co więcej, rozmówcy reagują różnie w zależności od wpływających na nasz status elementów takich jak czysty lub drogi ubiór. W niektórych sytuacjach z kolei wystraszą się zakrwawionego oręża.

A broni do wyboru jest sporo, podobnie jak pancerzy, czy części garderoby. Miecze, sztylety, łuki, toporki, maczugi, hełmy, zbroje, przyszywalnice, kolczugi, kubraki, kaftany, spodnie, obuwie… Wszystko ma swoje parametry trwałości, stanu zużycia, wagi, ceny czy hałasu jaki robi przy skradaniu. Określone elementy dają też stosowne bonusy – np.: do charyzmy, ochrony przed bronią białą czy reputacji.

Metody pozyskiwania dóbr pozostają niezmienne. Ryzykowna acz opłacalna kradzież lub bezpieczny, kosztowny zakup. Warto przy tym pamiętać, że straży zdarza się przeszukiwać podejrzanych przechodniów, kupcy donoszą o próbie odsprzedaży fantów, a złodziei karało się w wiekach średnich bardzo surowo.
Nie mówiąc już o spadku reputacji, który automatycznie rzutuje na interakcje w danym mieście.

Mozolne pięcie się w hierarchii społecznej i uczynienie z czytania czy walki umiejętności które trzeba wyszkolić, sprawiają, że Kingom Come Deliverance to gra wymagająca, trudna i momentami frustrująca. Do tego możliwość zapisu wyłącznie w czasie snu lub po wypiciu mikstury, konieczność jedzenia i odpoczynku, podatność naszej postaci na zranienie i wszelkie rodzaje śmierci w wyniku zatrucia, wyczerpania, wykrwawienia… Nie każdy jest na to gotów. Z drugiej strony, nie pamiętam, żebym w jakiejkolwiek innej grze odczuwał taką satysfakcję po opanowaniu zwykłego łuku (który nie ma tu celownika ani żadnego wspomagania). Dzięki temu łatwiej wczuć się w rolę wiejskiego chłopaka, któremu przyjdzie mierzyć się z przerastającymi go problemami i zadaniami.

CZY WARTO

Kingdom Come Deliverance to aktualnie najbardziej realistyczny tytuł osadzony w średniowieczu, oferujący kawał wiedzy w rozrywkowej formie.
Jeśli przymkniemy oko na uproszczoną grafikę, zaakceptujemy dosyć wysoki stopień trudności i kilka irytujących mechanik, to jedna z najciekawszych gier RPG jakie wyszły na konsole. Unikalna pod względem implementacji społecznych zależności i kulturowych niuansów opisywanej epoki.
Edycja Królewska oferuje pełny zestaw dodatków oraz wszelkie najnowsze poprawki, które usuwają większość znanych błędów (chyba skutecznie, bo żadnych nie uświadczyłem). Jeśli rozważacie nabycie tego tytułu – warto brać całość, bo wyjdzie taniej niż zakup podstawki i DLC oddzielnie.

Wszystkie zrzuty ekranu pochodzą z klasycznej wersji PS4.
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor – CDP

Podaj dalej!