Predator: Hunting Grounds [PS4]

Ostatni raz w grę, choć w niewielkim stopniu oddającą klimat klasycznych filmów z kosmicznym łowcą, grałem dziesięć lat temu. AvP jak na swoje czasy było naprawdę niesamowitym tytułem. Trzy grywalne, wrogie sobie rasy z własnymi mechanikami i sposobem poruszania oraz niesamowita oprawa. Rzeczą która chyba najbardziej utkwiła mi w głowie było narastające poczucie zagrożenia kiedy przeczesywaliśmy korytarze jako marine.

PREDATOR: HUNTING GROUNDS

W odróżnieniu od wspomnianego tytułu, nowa produkcja bezpośrednio nawiązuje do kultowego filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

Jeśli chodzi o stronę wizualną, niezaprzeczalnie widać ograniczony budżet.
Grafika odbiega od tego co możemy zobaczyć w topowych grach AAA na PS4. Zarówno pod względem tekstur jak i złożoności modeli 3D postaci, obiektów i otoczenia. Przesadą byłoby jednak twierdzić, że ma to drastyczny wpływ na rozgrywkę. Zwłaszcza, że dźwięk jest wręcz perfekcyjny. Odgłosy dżungli, nawiązujące do filmu komunikaty radiowe czy charakterystyczny klekot Predatora i świst jego ostrza. Dawno nie spotkałem w grze tak konsekwentnie budowanej atmosfery ciągłego zagrożenia. Całość wypada więc całkiem dobrze, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę cenę w dniu premiery.

FABUŁA

Jako, że gra nie oferuje kampanii dla jednego gracza, jedyny zarys fabuły to krótkie animacje rozpoczynające i kończące starcia oraz komunikaty radiowe otrzymywane przez komandosów. Podobnie jak w filmie, elitarna jednostka na misji bojowej w dżungli Ameryki Południowej trafia na kosmicznego łowcę. Gracz może wybrać stronę konfliktu i walczyć zarówno jako Predator jak i jeden z żołnierzy.

MECHANIKA

Predator: Hunting Grounds posiada asymetryczny model rozgrywki. Starcia są pięcioosobowe i walczą w nich czterej komandosi przeciwko jednemu Predatorowi.

Przed walką możemy dostosować naszą postać, wybierając dla niej broń, sprzęt dodatkowy i umiejętności oraz elementy wyglądu.

Wygrane mecze pozwalają odblokować kolejne poziomy doświadczenia, dzięki którym otrzymamy nowe umiejętności pasywne i dostęp do lepszej broni.

Broń ulepszamy stosując zdobyte w wygranych meczach celowniki lub magazynki, a jej wygląd modyfikujemy skórkami ze skrzynek otrzymanych za mecze lub kupionych za walutę zdobytą w grze.

Przed rozgrywką możemy podejrzeć sobie wszystkich graczy, a jeśli wybraliśmy crossplay – również na jakiej platformie grają (PS4/PC). Wspólne granie można oczywiście wyłączyć, ale na kilkadziesiąt meczy nie zauważyłem jakiejś miażdżącej przewagi blaszaków.

Podczas wykonywania misji przyjdzie nam się zmierzyć nie tylko z Pradatorem. Niestety przeciwnicy sterowani przez AI nie stanowią większego wyzwania. Nie używają osłon, biegną po prostej i jedyną ich funkcją jest odwracanie naszej uwagi w trakcie ataku kosmity.

Podobnie jak w filmie, przed termowizją Predatora chroni nas błoto.

Oddział komandosów ma w każdym meczu punktowane zadania do wykonania, wśród których jest też możliwość uzyskania wsparcia, czyli wskrzeszenia poległych towarzyszy.

Podobnie jak ludzi, Pradatora możemy dostosować do preferowanego przez nas stylu gry.

Oczywiście odblokowywane dla łowcy uzbrojenie, umiejętności i elementy wizualne różnią się od “ludzkich”. Znajdziemy tu między innymi maski i sprzęt znane z filmów i komiksów.

W przeciwieństwie do komandosów grających z widokiem pierwszoosobowym, kosmiczny łowca używa trzecioosobowego. To rozwiązanie pozwala na bardzo szybkie i płynne poruszanie się po drzewach.

Nie zabrakło termowizji, pozwalającej wyśledzić w lesie żywych przeciwników oraz kamuflażu optycznego, dzięki któremu Predator jest niemal niewidoczny.

Starcia trwają 15 minut i można je zakończyć na cztery sposoby. Pierwszy wariant – drużyna (lub jeden z ludzi) wykonuje misję i zabija przy okazji Predatora.

Komandosi mogą też wykonać misję i ewakuować się z dżungli helikopterem (wystarczy jeden ocalały).

Trzeci przypadek to uruchomiony przez śmiertelnie rannego Predatora system autodestrukcji, który niszczy dowody jego obecności oraz zabija przeciwników pozostających w pobliżu po upływie odliczania.To wygrana obcego.

Ostatnie z zakończeń otrzymujemy gdy kosmiczny myśliwy zlikwiduje ludzi i jako jedyny pozostanie przy życiu.

Na koniec otrzymujemy punkty doświadczenia. Kolejne poziomy i wygrane pozwalają odblokować nową broń i ulepszenia.

Są też skrzynki. Każda to trzy losowe elementy kosmetyczne dla komandosów lub Predatora. Znajdziemy w nich skórki broni, elementy ubioru i tym podobne. Jeśli nie odpowiada nam losowanie, można kupować wybrane rzeczy za walutę zdobytą w misjach.

CZY WARTO

Predator: Hunting Grounds to niezła, jak na swój budżet i cenę, próba nawiązania do pierwszej części kultowego filmu o kosmicznym łowcy. Fani znajdą tu swoje ulubione kwestie w dialogach i sceny w animacjach. Ponadto udało się sprawić, że gra po obu stronach konfliktu jest równie wciągająca. Niestety nie zabrakło bugów, AI mogłaby być lepsza, przydałoby się więcej map, a czas oczekiwania na rozgrywkę potrafi być frustrujący. Ostatecznie grało mi się jednak przyjemnie. Niewiele tytułów wieloosobowych potrafi wprowadzić tak gęsty klimat samym tylko dźwiękiem.
Dla fanów Predatora pozycja obowiązkowa, dla pozostałych raczej ciekawostka, choć wciągająca na długie godziny i ze sporym potencjałem jeśli gracie ze znajomymi.

Wszystkie zrzuty ekranu pochodzą z klasycznej wersji PS4.
Grę do recenzji udostępniło PlayStation Polska.

Podaj dalej!