Death Stranding [PS4]

Trudno napisać coś nowego o tytule określanym już w tej chwili jako gra roku czy nawet dekady. Czy jednak zasługuje na podium? Czy jest przełomowym osiągnięciem branży gier wideo? Zanim odpowiem, chciałbym na wstępie zaznaczyć, że nigdy nie byłem fanem twórczości Hideo Kojimy ani nie ukończyłem żadnej z części Metal Gear Solid. Siadałem więc do tej recenzji bez sentymentu do poprzednich dzieł autora czy uwielbienia jakim darzy go spora część społeczności graczy. Poniższy tekst kierowany jest głównie do ludzi, którzy nie wiedzą czego się spodziewać po produkcji Kojimy.

DEATH STRANDING

Długo nie było wiadomo nic na temat samej rozgrywki. Pożywką dla spekulacji były psychodeliczne animacje do których twarzy i głosu użyczyli Norman Reedus, Mads Mikkelsen, Léa Seydoux, Margaret Qualley, Troy Baker, Tommie Earl Jenkins i Lindsay Wagner. Całość robiła niesamowite wrażenie.

Polska akcja promocyjna też miała swoje momenty – nawiązująca do fabuły prognoza pogody z Tomaszem Zubilewiczem to najlepszy tegoroczny polski gamingowy spot reklamowy.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA

Mimo odludnych krajobrazów i minimalistycznych wnętrz, Death Stranding zachwyca estetyką precyzyjnie zaprojektowanych modeli 3D, lokacjami oraz dopracowanymi animacjami. Grafika robi niesamowite wrażenie nawet na podstawowej wersji konsoli. Trudno nie wspomnieć przerywników filmowych, które należą do najładniejszych jakie widziałem na PlayStation 4. Dzwięk natomiast to klasa sama w sobie. Muzyka towarzysząca naszemu bohaterowi podczas samotnej wędrówki dobrana została idealnie. Dawno nie trafiłem na ścieżkę z gry, której równie chętnie słuchałbym przy pracy czy podczas pisania.

FABUŁA

Postapokaliptyczne tereny Stanów Zjednoczonych i ludzkość na krawędzi zagłady, do której doprowadził rozwój technologii. Wokół przemienieni w “wynurzonych’ zmarli i zjawiska atmosferyczne zmieniające prawa fizyki. W tym pochłoniętym przez chaos świecie wszystko uzależnione jest od kurierów. To oni transportują sprzęt, żywność i surowce. To im powierza się życie i największe tajemnice.
Jako legenda branży – Sam Porter Bridges, będziemy mogli podjąć się najtrudniejszych zleceń i przy okazji ocalić świat. Może nie brzmi to jakoś specjalnie oryginalnie, ale mimo pełnych infantylnego patosu wątków, historia wciąga i intryguje, do tego stopnia, że nie byłem się w stanie oderwać od konsoli przez długie godziny.

MECHANIKA

Przed premierą żartowano, że Death Stranding to symulator chodzenia. Nawet nie podejrzewałem jak wiele jest w tym prawdy. Los kuriera uzależniony jest bowiem od stanu przesyłek i tego jak sprawnie jest je w stanie dostarczyć. Na początku transportujemy wszystko pieszo. Przed wyruszeniem planujemy trasę i rozkładamy paczki na plecach i uchwytach na kombinezonie kuriera. Ogranicza nas nie tylko ciężar, ale i fizyka. Niektóre pakunki mogą zaburzyć równowagę podczas wspinaczki, a inne należy przenosić wyłącznie w określonej pozycji, bo ulegną zniszczeniu. Większość czasu spędzimy więc na podróżowaniu między schronami które zlecają nam transport przesyłek oraz ochronie i odzyskiwaniu skradzionych paczek.

Z czasem odblokowujemy budowanie struktur. Na początku są to tylko proste drabiny, liny i skrzynki pocztowe. Z czasem drogi, mosty, tyrolki, pojemniki transportowe, wieże obserwacyjne, generatory, pojazdy czy nawet schrony.

Co ciekawe, mimo że gra nie oferuje trybu wieloosobowego, to wszelkie wybudowane obiekty są dostępne dla innych graczy w danej instancji. Można też poprosić kogoś znakiem o pomoc w postaci liny czy drabiny w niedostępnym miejscu, albo ostrzec przed niebezpieczeństwem. Dzięki temu mamy wrażenie, że otaczający nas świat naprawdę żyje.

Podczas korzystania z cudzych struktur mamy okazję do podziękowania. Przekazuje się je w postaci “polubienia” i są one tu odpowiednikiem punktów doświadczenia potrzebnych do rozwoju postaci. Możemy je zdobyć za przewożenie paczek własnych lub zgubionych przez innego kuriera, czy wykonywanie zadań fabularnych.

Żeby nie było za łatwo na drodze Sama czyhają liczne niebezpieczeństwa. Ludzie polujący na jego ładunek, istoty zwane wynurzonymi, deszcze temporalne uszkadzające paczki oraz najbardziej niebezpieczna na trasie, nie znająca litości – fizyka.

Walka odbywa się tu w czasie rzeczywistym przy użyciu niewielkiego arsenału broni, których wybór podyktowany będzie trasą i aktualnym obciążeniem. Każdy sprzęt ma swoją wagę i nosi się go jak paczki. O ile strzelanie jeszcze ujdzie, to starcia wręcz są moim zdaniem zbyt chaotyczne z uwagi na niewygodny system celowania. W efekcie miotamy się zadając ciosy na oślep z nadzieją, że nasi napastnicy nie wytrącą nam niesionego ładunku.

Na szczęście większość wrogów można omijać. Ludzi unikniemy używając radaru, a wynurzonych za pomocą niesionego w słoju dziecka czyli BB. Maluch wyczuwa niebezpieczeństwo, ale w zamian musimy dbać o jego komfort i stan. Czasem trzeba więc po upadku czy walce zrobić przerwę na ukołysanie do snu naszego bąbelka.

CZY WARTO

Death Stranding to gra nietypowa. Szereg nowatorskich rozwiązań, których nie powstydziłoby się niezależne studio połączono ze znaną z innych produkcji Kojimy pokręconą, psychodeliczną fabułą.
Mimo wspomnianych niedociągnięć to świetny tytuł, choć nie dla każdego. Oczekujących widowiskowej akcji i fajerwerków może znudzić powolna eksploracja postapokaliptycznych pustkowi i przekradanie się przez kolejne lokacje. Warto jednak się przełamać, bo oferuje klimat, którego nie znajdziecie nigdzie indziej. Może nie gra dekady czy roku, ale na pewno mocny kandydat na świąteczną listę zakupową. 

Wszystkie zrzuty ekranu pochodzą z klasycznej wersji PS4.
Grę do recenzji udostępniło PlayStation Polska.

Podaj dalej!