fOtOtest: Motorola Edge 70

Cienkie smartfony okazały się niewypałem chyba tylko dlatego, że pierwsze modele wyszły od producentów, którzy w temacie zasilania są opóźnieni o dobre kilka lat. Może więc i ładowały się długo, ale za to trzymały bardzo krótko. W tym miejscu cała na biało (czy raczej zielono) wchodzi Motorola, mówiąc do Apple i Samsunga: „Potrzymaj mi kabel”. Przed wami Motorola Edge 70.

MOTOROLA EDGE 70

W przeciwieństwie do starszych modeli z serii, Edge 70 ma płaski ekran z centralnie umieszczonym obiektywem kamery frontowej. Osobiście uważam to za dobry krok, bo krzywizna wyświetlacza jedynie utrudnia montaż folii i podnosi cenę. Matrycę chroni szkło Gorilla Glass 7i, a ramki wykonano z lotniczego aluminium. Na prawej krawędzi jest włącznik i regulacja głośności, a na dolnej tacka SIM, gniazdo USB-C i głośnik. Drugi z głośników umieszczono nad obiektywem.

Tył z silikonu o fakturze nylonu wygląda świetnie, a jego matowa powierzchnia nie zbiera odcisków palców i zapobiega ślizganiu się telefonu w dłoni. Aparaty zgrupowano na wysepce w lewym górnym rogu, co powoduje że telefon po odłożeniu spoczywa na obiektywach. Na szczęście producent zadbał o zabezpieczenie optyki, dodając do zestawu sprzedażowego pokrowiec.

W pudełku poza telefonem znalazł się przewód zasilający USB-C, szpilka do wymiany SIM oraz etui z tworzywa sztucznego. Niestety szybką ładowarkę będziemy musieli dokupić oddzielnie – zwłaszcza jeśli przesiadamy się ze sprzętu producenta używającego nadal 20/40W.

APARAT

Motorola Edge 70 posiada:

  • główną matrycę o rozdzielczości 50 megapikseli z optyką o przysłonie f/1,8 i optyczną stabilizacją obrazu,
  • sensor 50 megapikseli z obiektywem szerokokątnym Macro Vision o polu widzenia 120° i przysłonie f/2,0
  • czujnik głębi ostrości.

Z przodu umieszczono aż 50-megapixelową matrycę z obiektywem o przysłonie f/2,0.