fOtOtest: Google Pixel 10a

Zeszłoroczny Pixel 9a był jednym z moich ulubionych telefonów ze średniej półki cenowej. Estetyka, powtarzalność trybów aparatu oraz płynne działanie smartfonów od Google to chyba najmocniejsze argumenty za ich zakupem. Tegoroczny model to niemal bliźniacza konstrukcja, sprawdźmy więc czy wciąż robi tak dobre wrażenie jak starsza wersja.

GOOGLE PIXEL 10A

Google Pixel 10a ma zaokrąglone narożniki, aluminiową ramkę oraz centralnie umieszczony otwór na kamerę frontową. Trochę nuda, ale to już od lat standard branżowy i nie oczekiwałbym w najbliższym czasie żadnych rewolucyjnych zmian w tej kwestii. Na prawej krawędzi znajduje się regulacja głośności oraz umieszczony nad nią włącznik, na dolnej głośniki i wejście USB-C, a na lewej tacka kart SIM.

Tył z matowego kompozytu nie zbiera odcisków palców, a testowany wariant ma jeden z najładniejszych odcieni w tegorocznej palecie smartfonów. Obiektywy tylnych aparatów i lampę błyskową zgrupowano za szkłem zlicowanym z obudowę. To moim zdaniem zdecydowanie bardziej estetyczne rozwiązanie niż ultracienkie konstrukcje z odstającym garbem gigantycznej wysepki z obiektywami.

Poza telefonem w zestawie znajdziemy wyłącznie szpilkę do wymiany karty SIM i przewód USB-C. Dedykowane etui widoczne na zdjęciach można dokupić oddzielnie.

APARAT

Tylny moduł aparatu Pixela 10a  posiada dwie matryce o rozdzielczościach:

  • 48 megapiksele z optyką o przysłonie f/1,7 i polem widzenia 82°,
  • 13 megapikseli z obiektywem ultraszerokokątnym o przysłonie f/2,2 i polu widzenia 120°.
Przedni aparat ma natomiast sensor o rozdzielczości 13 megapikseli z optyką o przysłonie f/2,2 i polem widzenia 96°.